Wyginam śmiało ciało
2010-02-03 Madzia-Zuzka opracowała autorski, całkowicie nowy sposób poruszania się, oparty głównie na turlaniu się i kiwaniu głową. Tradycyjne raczkowanie jest dla mięczaków.
Zuzka opracowała autorski, całkowicie nowy sposób poruszania się, oparty głównie na turlaniu się i kiwaniu głową. Tradycyjne raczkowanie jest dla mięczaków.
Najpierw Hania śpiewała piosenki jako Agnieszka Włodarczyk, Artur Chamski i ta, co ma głos jak dzwon (-Mamusiu! Jak ona się nazywa? A, Joanna Liszowska).
Potem była Edytą Górniak i płynnie przeszła do opowiadania bajki z pokazywaniem:
Mały konik szedł i zjadł go dinozaur.
I mama konika szukała swojego dziecka i wołała “Konikuuu!”
I znalazła.
I przekuła brzuch igłą i wyskoczył mały konik.
I wrócili do domu, a tam czekał tata piesek.
I tata piesek się bardzo zdenerwował i wpadł do wody.
(na dywan)
I przyleciał pan lotnik danonek:
“Lecę na samolocie z książki! Już cię ratuję!”
I go uratował
A wtedy ja wpadłam do wody!
-Kto uratuje Edytę Górniak, która tak pięknie opowiada bajki??!!
I przyszedł książę ją uratować.
(Ty będziesz książem! Chodź!)
I książę ją uratował
I została jego żoną
(Leci do mnie i rzuca mi się w ramiona)
Teraz Edyta Górniak idzie się przebrać w piękną białą suknię
(Przynosi Zuzki pieluchę tetrową – Mamo, pomóż mi się przebrać w suknię!)
I teraz biorą ślub. A Zuzka będzie królem.
(Szeptem: -Powiedz królowi, że to jest nowa żona Edyta Górniak!)
(Mama: – Muszę położyć króla spać, bo marudzi.)
Przyszła Babcia Krysia.
Hania: – Babciu, ja jestem królową, a Ty będziesz księżniczką. A król poszedł spać.
Teraz przerwa, bo pieką babkę piaskową.
Jak to dobrze, że są na świecie ludzie, którzy zupełnie przypadkiem noszą przy sobie zapasowy presostat i mogą Ci go wymienić za jedyne 225 zł, zmieniając tym samym piec niedziałający w działający. Co przy temperaturze na zewnątrz dochodzącej do -14 robi naprawdę dużą różnicę.
Dotychczas wydawała bojowe okrzyki o dużej intensywności dźwięku, najchętniej w godzinach 4-6. Natomiast dziś weszła na wyższy poziom porozumiewania się. Kiedy po pięciu godzinach od ostatniego karmienia usiłowałam nakłonić ją, żeby possała dłużej niż cztery minuty, Zuzka powiedziała wyraźnie:
Nie chcę.
Po czym uzasadniła:
Mamamama, babababa, wawawawa.
I z zainteresowaniem wpatrzyła się w widoczne za oknem gałęzie.
1. W styczniowym Zwierciadle wywiad z Marianem Kociniakiem – który przez pół wieku nie rozmawiał z dziennikarzami, bo nienawidzi prasy. Czy warto było przerywać to milczenie, aby poinformować społeczeństwo, że jako dziecko, w czasie okupacji, miał wszy, a potem jako student pił w akademiku?
2. W Vivie – “Intymne fakty z życia Anity Werner ujawnia Piotr Najsztub”. Wydawało mi się, że dziennikarz powinien raczej wywiady przeprowadzać, niż ich udzielać, szczególnie, gdy są okraszone sesją zdjęciową w rozpiętej koszuli i turbanie z ręcznika. Bo albo się jest wiarygodnym dziennikarzem, albo celebrytą. Ale skoro Tomasz Lis może, to czemu nie Anita Werner, zwłaszcza, że jest od niego ładniejsza. Po wywiadzie robionym przez Najsztuba spodziewałam się jednak czegoś lepszego, tymczasem wygląda to tak, jakby Najsztub za wszelką cenę próbował panią Werner rozruszać, z tym, że zamiast rozmawiać o rzeczach, na temat których miałaby coś ciekawego do powiedzenia, zadaje jej po pięć razy te same durnowate pytania o bieliznę i z kim lubi robić zakupy. Czyli chce z niej zrobić idiotkę, co też na koniec się udaje, bo dowiadujemy się, że gdyby Anita Werner była zwierzęciem, to mianowicie pumą. Która jest wprawdzie drapieżnikiem i musi zabijać, żeby jeść, ale za to po jedzeniu jest jak kociak.
3. A że można z dziennikarzem (a nawet z parą dziennikarzy) zrobić sensowny wywiad, dowodzi, zamieszczona również w styczniowym Zwierciadle, rozmowa z Beatą Tadlą i Radosławem Kietlińskim. Prywatnie są parą, zawodowo – dziennikarzami newsowymi konkurencyjnych stacji, i umieją o swojej pracy i życiu opowiedzieć ciekawie i bez idiotycznie intymnych wyznań.
Drodzy czytelnicy, podpowiedzcie dokąd pojechać na wakacje całą rodziną, żeby bezstresowo spędzić czas?
Moje wymagania:
Wymagania Magdy:
Wymagania Hani:
Wymagania Zuzi:
Bardzo prosimy o sugestie na podstawie Waszych wakacyjnych doświadczeń. Z góry dzięki
- Madźku, musisz się zarejestrować na fejsbuku.
- ?
- Żebym mógł sobie żonę podlinkować.
Widziałam dziś obraz: biało-niebiesko-granatowy, niedosłowny taki, kreski, plamki, a przedstawiający anioła ratującego człowieka z pazurów demona. Dokładniej rzecz biorąc anioł był facetem z loczkami, człowiek babą z gołym biustem, a demon kudłatym stworem z pazurami. Czy to banalne i schematyczne ujęcie tematu, od loczków anioła począwszy, przez gołą babę, co od razu sugeruje, że tak całkiem bez powodu jej ten demon nie złapał, aż do wyłupiastych oczu i garbatego nosa u demona, samo w sobie sprawia, że obraz jest kiczem? Gdyż kiczem był niewątpliwie, nawet jeśli pominiemy fakt, nie nazbyt się zresztą rzucający w tych kreskach i plamkach w oczy, że babie ręce wyrastały z łopatek, a aniołowi jedna z mostka, a druga z kręgosłupa.
Czy można tak namalować jelenia na rykowisku, żeby to nie był kicz?
Mamusiu, a jak będę duża, to też będę żoną? I dostanę pierścionek?
Mamusiu, ja chcę gwiazdkę z nieba! Może tą weźmiesz, co jest najniżej?
Mamusiu? A kotki też mają żołądki?
Plac Lotników to najlepszy zrealizowany obiekt w latach 1996-2008 w Szczecinie. – Ma znamiona świetnego europejskiego placu – mówi przewodniczący jury konkursu “Signum Temporis”
Nie jestem pewna, czy Gazeta pisze o tym samym placu Lotników, który ja mam na myśli? Jeśli tak, to wychodzi na to, że znamionami “świetnego europejskiego placu” jest wybetonowanie wszystkiego na równo i postawienie pomnika. Drugi taki świetny plac zrobili niedawno kawałek dalej, koło Bramy Królewskiej. Był tam bardzo przyjemny, zadrzewiony skwerek, a teraz jest wielka, wybetonowana (czy wyłożona płytami, whatever) przestrzeń z pomnikiem upamiętniającym tragiczne wydarzenie. Najwidoczniej tragizm wydarzenia nie idzie w parze z zielenią i wymaga pustyni dookoła.
Wychodzi na to, że nie znam się na architekturze krajobrazu. Bo na podstawie ww. placów wnioskuję, że szczyt urody miasta to gładka, betonowa powierzchnia, jak największa. Super. Wyobrażam sobie, jak idę tamtędy latem, w słońcu, bez odrobiny cienia, i od razu mam dość. Urocze place, doprawdy. Gdzie zrobią następny?